niedziela, 28 marca 2010

Golf na ostro

Może być stocznia w Gdyni, fabryka pod Warszawą, mazurskie łąki. Nie trzeba być bogaczem, by odkryć uroki golfa.
Im gorzej grasz, tym większą masz zabawę. To jedna z niepisanych zasad offgolfa - gry, która zaczyna być coraz bardziej popularna w naszym kraju. Chodzi bowiem o dobrą zabawę, a nie o wygrywanie i zdobywanie punktów. To kolejna po grze w boul­e czy frisbee rozrywka dla aktywnych mieszczuchów. Wystarczy używany kij, kilka piłek i fajna miejscówka. Pole do offgolfa można znaleźć wszędzie. A im więcej przeszkód, tym lepiej.
Bez zasad
Michał Berger, na co dzień art director w jednej z warszawskich agencji reklamowych, nie miał wcześniej z golfem nic wspólnego. Jednak gdy trzy lata temu przeczytał w którejś z gazet artykuł o offgolfistach działających w Berlinie, zainteresował się zjawiskiem. Skrzyknął ludzi i spróbowali. Zaczynał z zerową wiedzą o tym, jak uderzać, jak używać kijków. Po jakimś czasie poznał instruktora klasycznego golfa, który też złapał zajawkę na nietypową odmianę tego sportu. Od niego nauczył się techniki. Teraz założył stowarzyszenie, które ma na celu promować offgolf jako fajny sport miejski, możliwy do uprawiania w zasadzie w każdych warunkach i przez wszystkich.
Gra, która od dobrych dziesięciu lat popularna jest w USA czy Niemczech, polega właściwie na tym samym co klasyczny golf. Chodzi o to, by za pomocą jak najmniejszej ilości uderzeń osiągnąć cel. Na polu celem są dołki. W offgolfie może nim być wszystko - butelka, puszka, stary samochód, w które trzeba trafić, by zaliczyć rundę. Jednak punkty i wygrana nie są tu najważniejsze. - Często pod koniec gry już nie pamiętamy, kto ma ile punktów... Przy grze wymagany jest przede wszystkim dystans do rzeczywistości i poczucie humoru. Nie można traktować tego zbyt poważnie - mówi Michał. - Nie chodzi też o to, żeby przeciwstawiać się idei klasycznego golfa - tłumaczy dalej. - Rezygnujemy po prostu z drogich pól, kart klubowych i takich rzeczy.
Dziś w Polsce osób regularnie grających w offgolfa jest około setki. Powstały nawet nieoficjalne offgolfowe pola. - Jeśli znajdujemy fajną miejscówkę, wracamy tam ponownie, mówimy o niej innym - mówią gracze. Takie miejsca to fabryka w podwarszawskim Ursusie, plaże pod stołecznym mostem Świętokrzyskim albo łąki w okolicach wilanowskiej Etny. Mieszkańcy Gdańska polecają gry w Stoczni Gdańskiej albo na terenie Motocrossu Gdynia Orłowo, krakowianie Bonarkę koło Castoramy. Koło Poznania gra się na poligonie w Biedrusku, w Małopolsce zaś na terenach starych kopalni w Olkuszu. Jak wygląda idealna miejscówka? - Im więcej się dzieje po drodze, tym lepiej. Nie ułatwiamy sobie. Trzeba się zmierzyć z rzeczywistością - mówi Michał. Reguły rozgrywki wymyślane są zazwyczaj ad hoc już na miejscu, tuż przed pierwszym uderzeniem.

Kij za grosze

Offgolf nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Wystarczy jeden używany kij kupiony np. na internetowej aukcji. Kosztuje około 30 złotych. Dla początkujących najlepszy będzie kij metalowy, tzw. iron. To kij najbardziej wszechstronny, dla początkującego gracza podstawowy.

Kije mają też swoje numery (od trzech do dziewięciu), które określają nachylenie ich główki, co z kolei decyduje o tym, jaki tor lotu nadamy piłeczce. Im mniejszy numer, tym piłeczka leci niżej i dalej, im wyższy - tym wyżej i bliżej. - Na początek najlepiej wybrać oczywiście coś pośrodku - piątkę albo szóstkę - doradza Michał.

Bajer polega na tym, że tak naprawdę wszystko zależy od rodzaju kija, a nie przyłożonej siły. To rzecz, której niezwiązani z golfem ludzie nie wiedzą. - Uczysz się jednego ruchu i potem zmieniasz tylko kije. Dla 300 metrów biorę odpowiedni kij, a nie walę z określoną siłą - tłumaczy Michał. Offgolf to jednak nieco inna sytuacja. Tu nie do końca sprawdzają się techniki wypracowane na idealnie przygotowanych polach golfowych. Gdy gra się na betonie albo kamieniach, parametry nie są takie istotne.

Bardziej zaawansowanym przyda się również putter - kij służący do końcowego wbicia piłki do dołka. - Kiedyś w zimie na długich korytarzach dawnej drukarni "Życia Warszawy" zorganizowaliśmy zawody w patowaniu. Zabawa była świetna - opowiada Michał. Zresztą jak się okazuje, pora roku nie jest żadną przeszkodą dla prawdziwych zapaleńców. Michał ze znajomymi grają także w zimie, na śniegu... - To dopiero jest zabawa - mówi. - Jako dołki służą studzienki kanalizacyjne, widoczne z daleka, bo na ciepłych pokrywach topnieje śnieg. Jedna osoba staje mniej więcej w połowie dystansu i chroniąc twarz, stara się zauważyć, gdzie piłka upadła, bo potem znaleźć jej w białym puchu po prostu się nie da...

Turboemocje

Offgolf niejedno ma imię. Istnieje kilka odmian tej gry. Crossgolf jest najspokojniejszy. Warunki gry bardziej przypominają te znane z klasycznych pól golfowych. Łąka, plaża, pole, las stają się terenem rozgrywek. Ale crossowcy też nie ułatwiają sobie życia. Błotniste pola, podmokłe łąki, wysokie łany zbóż sprawiają, że ich serca biją szybciej. Nie ma jednak co ukrywać, że crossgolf to odmiana dla tych, którzy lubią grę bardziej techniczną, chcą doskonalić swoje umiejętności i technikę gry.

Bardziej ekstremalny i przez to pociągający dla niepokornych offgolfistów jest turbogolf. Gra się szybko, w bardziej ekstremalnych warunkach. To golf industrialny. Scenerią rozgrywek są opuszczone fabryki, zamknięte zakłady przemysłowe, puste hale. Spod kija lecą iskry, piłeczki jak pociski tną powietrze. - Przy tej odmianie offgolfa jest więcej adrenaliny, bardziej chodzi o to, żeby gdzieś wejść, przejść przez płot, posłać jedną czy drugą piłkę. Więcej tu zabawy w szukanie guza niż liczenia punktów - przyznaje Michał.

Trzecią odmianą jest urbangolf grany w mieście. Tu gracze używają miękkich piłek ze specjalnej pianki. Są one lżejsze, wolniejsze i przez to bezpieczniejsze dla otoczenia, bo nie zrobią krzywdy takiej jak zwykła polowa piłka. Dzięki nim w golfa można grać w środowisku miejskim: pomiędzy ludźmi w parku, na ulicy czy podwórku. Trzeba tylko uważać na psy, które chętnie przyłączają się do zabawy, biegając za piłeczką... Oczywiście w takich sytuacjach najważniejsze staje się zachowanie bezpieczeństwa. Choć offgolfiści uważani są za niepoprawnych wariatów, nie lekceważą zasad bezpieczeństwa. - Powtarzamy to nowym zawodnikom do znudzenia - opowiada Michał. - Jak się uderza, trzeba krzyknąć. Nigdy nie wolno posyłać piłki w kierunku ludzi. Jak się bierze zamach, trzeba się rozejrzeć, czy nikogo nie ma w zasięgu kija. To podstawa.